i już wiem, że poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko.
Przede mną dużo pracy i ''załatwiania'' nudnych spraw.
Nie jestem zawsze twarda. Są chwile gdy trzeba sobie popłakać.
Wczoraj tuż po pracy dopadł mnie kryzys, a właściwie już w pracy.
Przemęczenie i odpowiedzialność wisząca nad głową.
Wsiadłam na rower, pogoda była wspaniała -chłodno, świeżo.
Dojechałam do domu.
Wzięłam prysznic, wskoczyłam w wygodne ciuchy i poszłam z psem do parku.
Zeszyt, długopis, bułka drożdżowa i kefir w torbie.
Usiadłam na trawie i zaczęłam zbierać myśli.
Zapisałam wszystko co muszę zrobić, co jest mi potrzebne i wszystkie warianty danej opcji.
Taki stan ducha i takie emocje są czasami najlepszymi twórcami, motorami napędowymi i produktorami determinacji.
Nie wymyśliłam nic nowego - po prostu zapisałam to co od dawna plaaaaaaaaanuuuuuujjjjjeeeee ale przeeeeeeeeeciągam w czaaaaasie.
Koniec. Kropka. Teraz. Biorę się za to.
Jestem takim typem człowieka właśnie, który po płaczach i złościach zbiera dupe i bierze się do działania. Dlatego dobrze, że są takie dni. Wtedy wiem czego chcę, a czego nie chcę.
Efekty sesji znajdziecie na fb --->
https://www.facebook.com/pracowniadenerys/photos_stream
https://www.facebook.com/pracowniadenerys/photos_stream